Nie każdy wie. A warto. Do adresów URL doklejane są z automatu różne ciągi znaków odpowiedzialne za “śledzenie” użytkownika. Często jest to wykorzystywane przy newsletterach, a big techy to już w ogóle specjalizują się w tego typu praktykach.
Poniżej dwa przykłady. Link z Substacka i z YouTube’a. Kasując te elementy od znaku zapytania (włącznie) do samego końca, ucinacie trochę ogon tym serwisom i nie dajecie śledzić siebie ani innych, którym te linki udostępniacie.
Jak uchronić się przed kliknięciem w taki link? Wystarczy - zamiast kliknięcia w link - skopiować go wybierając właściwą opcję w rozwijanym menu, które wywołacie kliknięciem prawym przyciskiem myszy. Po skopiowaniu linku, wklejacie go do paska adresu w przeglądarce, kasujecie element śledzący i gotowe.
—
Nie namawiam was. Róbcie, jak uważacie. Pokazuję tylko, co się za tym kryje i jak to można obejść. ;)

